Całość ułożona i ustalona, klepnięta i zamknięta, ale że teraz bardziej, niż kiedykolwiek wszystko jest płynne… . Napisała do nas Ala, że zmiana planu, że ślub będzie w Tatrach i co my na to. My, dzika radość oczywiście, bo Tatry to drugi dom przecież. Znacie nas. Nic nie trzeba tłumaczyć.
Było z górnej półki! Para z żurnala! Tatrzańska willa z widokiem jak obraz, dynamicznym, co rzut oka innym. Goście zminimalizowani, do tych najbliższych. Ekipa wypróbowana i niezawodna. Kameralnie i hucznie. Z pogodą i w deszcz. Z przytupem Proszę Państwa!
Czasami myślicie, a co babcia, co tata. Ale przecież i babcia i tata to są Ci bliscy, co chcą Waszej szczęśliwości. Nakłaniamy Was na pewność w wyborach, co dają Wam wspomnienia miłe oku i sercu. Alicja i Filip na zdjęciach, biegną szczęśliwi po deszczu, a czeka ich wszystko tak jak sobie umyślili. Pamiętajmy przecież, czyje to jest święto!
Historia otworzy się po kliknięciu w zdjęcie >>>
